Gardenia 2017 czyli co działo się w Poznaniu na początku marca?

Ostatnio mało udzielam się w wirtualnym świecie, ale za to wokół tego wirtualnego świata dzieje się u mnie bardzo wiele. A wszystko to przez pewne wydarzenie, które w dniach  od 2 do 4 marca odbyło się w Poznaniu. Mam tu na myśli

Targi ogrodnicze Gardenia.

Do Poznania na targi wybrałam się drugi raz, ale tym razem pojechałam na wszystkie 3 targowe dni. I to pojechałam nie tylko towarzysko (chociaż nie ukrywam, #5SBO czyli spotkanie blogerów ogrodniczych, było jednym z głównych powodów tak długiego pobytu). Pojechałam podpatrzeć nowości, porozmawiać z firmami oferującymi szeroko rozumiane artykuły do ogrodu, do pielęgnacji roślin, dekoracyjne i upiększające, pozwalające pracować i się relaksować. W ogrodzie oczywiście. A wszystko to z myślą o ciągle rozwijającym się sklepie Akcenty ogrodowe. Spodziewajcie się więc w najbliższym czasie sporo nowości. Na pewno pojawią się mrozoodporne donice tarasowe, nasiona traw (trawnikowych, nie ozdobnych 😉 ), nawozy, powstanie nowy dział, roboczo nazwijmy go „strefa relaksu” (hmmm… nawet mi się podoba! Pewnie już tak zostanie) i na pewno coś jeszcze. Cały czas jestem w trakcie ustalania szczegółów.

Wróćmy jednak do samych targów.

Najpierw łyżka dziegciu do późniejszej beczki miodu. Pojechaliśmy na targi samochodem, zaopatrzeni w bilety na trzy dni, chcieliśmy jeszcze zapewnić sobie miejsce parkingowe na terenie MTP, wiadomo, wygodnicki człowiek się zrobił. Na oficjalnym fanpage’u Gardenii pojawiła się informacja, że można wykupić jednorazową kartę wjazdu na teren parkingu na wszystkie targowe dni. Przezornie chciałam ją kupić online, ale takiej opcji nie było, pojawiła się za to informacja, że przy wjeździe na parking będzie ją można kupić. Zadzwoniłam, żeby się upewnić, czy to prawda. Tak, potwierdzono mi taką informację. I co się okazało? Że przy wjeździe sprzedają bilety, ale jednorazowe! To ja się pytam po co pisać dzień wcześniej coś, co jest z założenia niemożliwe do zrealizowania? Codziennie rano staliśmy więc przed bramą wjazdową najpierw, żeby jeden pan sprawdził wejściówki na targi, a potem, żeby u drugiego pana kupić kartę wjazdu na parking… Czepiam się? Może, ale nie lubię być wprowadzana w błąd…

Hale, stoiska, szkółki

Jak już udało nam się dotrzeć do hali targowej, powitał nas piękny biały fortepian wypełniony kwiatami, z klawiszy którego lała się woda. Przyciągał wzrok.

Tak reklamował się Minieuroland z Klodzka. Kiedyś tam byliśmy, i niestety park nie powalił nas na kolana. Ale nie przekreślam miejsca zupełnie, byliśmy 2 tygodnie po otwarciu, nie wszystko jeszcze wyglądało tak, jak pewnie chcieli pomysłodawcy. Teraz, według zapewnień pracowników warto przyjechać.

Po szybkiej kawie (Ci, którzy mnie już czytają od jakiegoś czasu, wiedzą, że nie funkcjonuję bez kawy) ruszyliśmy obejrzeć

stoiska największych szkółek

Na dzień dobry szkółka Wybicki, która w ubiegłym roku wygrała jako najlepsze stoisko w głosowaniu blogerów ogrodniczych. Stoisko nijakie… Tzn baza ubiegłoroczna z trochę odświeżonym kolorem… Gdyby nie fakt, że w ubiegłym roku wręczaliśmy im nagrodę, w ogóle bym ich nie zauważyła. Tuż obok moi ubiegłoroczni faworyci i deja vu. Wszystko identycznie. No wszystko! Nie wiem, firma chce być aż tak rozpoznawalna? 😉 Zawiodłam się. Ale wystarczyło się odwrócić, by zobaczyć stoisko firmy Fryszkowscy.

Gardenia 2017

Nie dało się go nie zauważyć. Stare audi wypełnione roślinami po dach. No swojskie takie! Trochę ciemierników, wiśnia ozdobna, iglaki, białe skrzynki, przestrzeń. Podobało mi się. Do tego sympatyczni ludzie. Mój głos oddałam właśnie na nich.

Rzeczywiście ładne stoiska na targach da się policzyć na palcach. Ale zdarzają się. Poniżej przegląd ogólny:

A tak wymownie oznaczone było stoisko firmy „Królik”

Ale co mi się podoba to głównie rośliny. Te, które kwitną teraz i te , które w naszych ogrodach zakwitną za chwilę, ale na potrzeby targów zostały „podpędzone”, by wprowadzić trochę koloru.

Do tego rośliny atrakcyjne również zimą. Można z tego wszystkiego zrobić całkiem przyjemne dla oka kompozycje.

To, co do pooglądania, znajduje się w jednej hali, kolejna to kiermasz, gdzie można kupić

😉

To zdjęcie z ubiegłego roku, w tym roku tą halę pomijaliśmy kładką łączącą górą halę bodajże 3 z 5 nie czułam potrzeby przeciskania się między stoiskami.

Jeszcze widok z góry na jedną z hal, dla przybliżenia tym, którzy na takich targach nigdy nie byli. Mniej więcej tak to wygląda:

Florystyka

W jednej z hal odbywał się florystyczny konkurs otwarty dla kwiaciarń. Sporo bukietów i sporo kompozycji. Temat tegorocznego konkursu to bukiet dla kobiety i „Kompozycja w naczyniu Powiew wiosny” Tutaj zdjęć napstrykałam 😉 Oglądajcie 🙂

Na dzisiaj wystarczy, a kolejna relacja, w której skupię się na najważniejszej części, czyli na spotkaniu blogerów ogrodniczych jutro. Zaglądajcie do mnie 🙂

6 myśli na temat “Gardenia 2017 czyli co działo się w Poznaniu na początku marca?

  1. I teraz na bank wiem, że nie trafiłam na ekspozycję kwiaciarnii. Po prostu zagubiłam się między halami. Co do parkingu też miałam przyjemność czekania w korku po bilet. Wcześniej przypadkowo zaparkowałam pod Ambasadą Mołdawii skąd miałam problem się wydostać. Jedna Gardenia a tyle przygód.

    1. Z Ambasadą Mołdawii wygrałaś! Ja w ubiegłym roku trafiłam przypadkiem na florystów, teraz już wiedziałam, że są więc szukałam 😉

  2. Na targach byłam dwa dni. Na początek (bez mapy) udało mi się trafić tam gdzie chciałam czyli do hali wystawienniczej Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórców Ogrodów i na konkurs Inspiracje-Aranżacje. Jestem zakręcona na tym punkcie. Potem na szczęście spotkałam znajomych, którzy tak pędzli żeby zdążyć na spotkanie Blogerów, że już tego dnia nic nie zobaczyłam. Uważam, że dwa dni to za mało. Trzeba przyjechać we czwartek kupić rośliny taniej o 40%, zobaczyć bez tłumów wszystkie hale, łącznie ze sprzętem ogrodniczym i florystyką i spokojnie napić się kawy z kronen. P.s Leo piękne zdjęcia

    1. Dziękuję 🙂 ja byłam po części „zawodowo” a ostatniego dnia mąż koniecznie na transmisję skoków chciał zdążyć i wyrwał mnie niemal siłą ze spotkania. Tak naprawdę, też przydałby mi się jeszcze jeden dzień, ja np. nie obejrzałam ogródków w konkursie Inspiracje – Aranżacje, dobrze, że mąż pobiegł z aparatem, jak ja byłam na warsztatach, to chociaż na zdjęciach widziałam 🙂

    1. Mam nadzieję, że zobaczymy się w Warszawie 🙂 Warsztaty… w sumie to były pierwsze warsztaty tego typu w moim życiu i ogólnie jestem zadowolona, myślę, że forma ciekawsza niż niektórych prelekcji 🙂 Trochę się zmieniają te nasze spotkania i to w dobrym kierunku 🙂

Dodaj komentarz