Historia pewnego trawnika

Historia tego trawnika rozpoczęła się 8 lat temu, kiedy to wspólnie z mężem zdecydowaliśmy się kupić działkę, wybudować dom i założyć ogród. Te 8 lat temu w miejscu naszego ogrodu było szczere pole. Ale przejdźmy do czasów bliższych, a mianowicie do tego roku. W tym roku wiosną, jak zresztą w latach poprzednich, mąż po wertykulacji wysiał na trawnik nawóz. Taki kupiony w lokalnym sklepie z nawozami, a właściwie jakieś 2 podstawowe do wymieszania ze sobą. Trawnik rósł jak w latach poprzednich, wydawało nam się, że rośnie nieźle. Ale… przyszły Święta Wielkanocne, wszyscy zaczęli już kosić swoje trawniki, a nawet jeżeli nie, to trawniki były bujne, a u nas… lichutko. I wtedy przyszła pierwsza refleksja: może „na spróbowanie” wysiać nawóz dedykowany specjalnie do trawnika? To, że właśnie otworzyliśmy internetowy sklep ogrodniczy „Akcenty ogrodowe” ułatwiło nam sprawę. Na próbę pod koniec kwietnia wysialiśmy „Nawóz na trawniki”. I już po upływie 1-2 tygodni widać było różnicę. Trawnik był gęsty, ciemnozielony, źdźbła grube, mięsiste…

Znajomi nie mogli się nadziwić a mąż z dumą kosił, częściej niż dotychczas 🙂 Miejsca, gdzie nawóz nie dotarł (okolice miejsca na ognisko – tam nie był siany w ogóle, miejsca pod zjeżdżalnią) były jasnozielone, prawie żółte, trawa zaczęła się wykłaszać. Po upływie około miesiąca widać było, że trawnik traci wigor. Mąż z wielką przyjemnością (mam nadzieję 😉 ) zaczął kosić, by następnie posiać kolejną dawkę nawozu. I w pewnym momencie zauważyliśmy, że małe wróbelki z wielkim niepokojem siadają na trawie, podfruwają, znów przylatują… Podeszliśmy bliżej i okazało się, że w trawie leżą wróblowe pisklęta. Wypadły z gniazda.

Oczywiście decyzja mogła być tylko jedna.

Nie kosimy dalej,

niech rodzice wykarmią maleństwa, może 2-3 dni i nauczą się fruwać. Tym bardziej, że na naszych oczach jeden, najsilniejszy z rodzeństwa poderwał się i odleciał kilka metrów. Koszenie tej części trawnika odłożyliśmy na kilka dni. Część już skoszoną mąż zasilił TYM nawozem. Przez dwa kolejne dni ptasi rodzice przylatywali karmić swoje maleństwa,

trzeciego dnia piskląt w trawie już nie było… Głęboko wierzę, że odfrunęły.

Trzeba było trawę skosić i nawieźć, ale wiadomo: po pierwsze pogoda nie zawsze pozwala zrobić wszystko zgodnie z planem, po drugie praca… I tak ostatecznie cały trawnik dostał kolejną dawkę nawozu po 9 dniach od tego z pierwszej części. I tu po raz kolejny w tym roku na naszym trawniku widać jak nawóz działa. Po tygodniu od wysiania różnica jest ogromna.

Mam nadzieję, że po kolejnym tygodniu już jej nie będzie 🙂

To co? Chcecie mieć piękny trawnik?

Widzicie co trzeba zrobić! Niestety, trawnik to „żarłoczne bydle” i nawozić go trzeba przynajmniej raz w miesiącu. Od wiosny do lipca, potem trzeba zakończyć nawożenie nawozami z dużą dawką azotu a jesienią potraktować go specjalnym nawozem jesiennym.

Ja w tym roku jestem wyjątkowo szczęśliwa, że nie muszę kadrować zdjęć tak, by nie było widać trawnika. Kontrast kwitnących roślin z soczysta zielenią nadaje zdjęciom zupełnie inny wymiar.

piwonia na tle trawnika

 

trawnik jako tło dla kwitnących

Życzę Wam pięknych trawników, które są doskonałym tłem dla roślin. A po nawozy (i nie tylko) zapraszam do swojego sklepu Akcenty ogrodowe 🙂

4 myśli na temat “Historia pewnego trawnika

    1. Sama naprawdę nie mogę wyjść z podziwu. Zawsze myślałam, że trawnik mam kiepski, bo niepodlewany… Okazuje się, że po prostu nie dostał dobrego nawozu 🙂

  1. Tak, tak. Ludziom się wydaje, że posieją trawnik i będzie spokój. Tymczasem z trawnikiem – jeśli ma być ładny, oczywiście – jest kupa roboty! Pomijam już koszenie, ale to podlewanie, nawożenie, aeracja, wertykulacja, walka z kretami i pędrakami, mchem, odchwaszczanie… Można się urobić po łokcie! Ja w tym roku znowu zmniejszyłam trawnik o kawałek. Wolę mieć kwiatki niż trawę, przy której jest tyle roboty. Pozdrawiam

    1. Dokładnie tak Jolu! I tak przez 100 lat 😉 Ale czasami trawa jest potrzebna, np. dzieci w piłkę mogą pograć… W kwiatkach już trudno 😉 Ale ja też każdego roku zmniejszam trawnik po troszku… Pozdrawiam cieplutko 🙂

Dodaj komentarz